Nieznani raperzy - ilu z nich ma szansę na sukces? - maciejdziedzic.pl
  • Inne
  • Muzyka na YouTube
  • Muzyka na Instagramie
  • Muzyka na Facebooku
  • Strategia Social Media
  • Nieznani raperzy – ilu z nich ma szansę na sukces?

    Można napisać tekst, nagrać pod kradziony bit i puścić na YT. A potem czekać. Na sukces. Czyli coś, co nigdy nie nadejdzie. Możesz pisać wiadomości do wytwórni i wysyłać im linki do swoich numerów. I też czekać. Na pozytywną odpowiedź. Na coś, co też nie nadejdzie. Dlaczego? Bo nie masz pojęcia jak sprawić, by zainteresowali się Tobą ludzie i wytwórnie.

    Tekst ten powstał przy okazji spotkania w Służewieckim Domu Kultury, na którym razem z Kamilem Jakuzą Jaczyńskim oraz innymi obecnymi na sali osobami 11 maja 2016 porozmawiamy (ewentualnie – kiedy to czytasz już porozmawialiśmy) o tym jak media społecznościowe mogą pomóc lub zaszkodzić zwłaszcza mniej znanym artystom.  Jego celem jest uświadomienie tym, którzy liczą na sukces, że tylko garstka z nich będzie miała jedną jedyną szansę na zaistnienie w świadomości szerszej niż teren swojego województwa. Tak, wpis jest szorstki – ale tylko cyferkami i przykładami da się dobitnie pokazać, że rap nie polega na nagrywaniu płyt i kręceniu teledysków.

    Na ile wyświetleń liczysz?

    Powiedzmy sobie szczerze – jesteś Ty kontra 629 innych raperów, których newsy pojawiają się w największych serwisach hiphopowych. Twój numer kontra 5 innych opublikowanych tego samego dnia. I jeżeli chcesz poprzestać po prostu na wrzuceniu utworu na YouTube, to na 99% zdobędziesz mniej niż 100 000 tysięcy wyświetleń, a zapewne nie przebijesz nawet 10 tysięcy. Nie wierzysz?

    Spójrz na grafikę poniżej – dane dotyczą singli z pierwszego kwartału tego roku. Tylko 34,83% ze wszystkich opublikowanych utworów przebiło się przez próg 100 tysięcy wyświetleń w ciągu 28 dni od publikacji. To i tak w większości poziom zarezerwowany dla raperów, których utwory pojawiają się na kanałach wytwórni.

    Dobra, Gangiem Albanii nie będziesz. To może chociaż milion wyświetleń? No, tu też nie jest łatwo. Aż 65% wszystkich singli, które przebiły się do serwisów informacyjnych osiąga mniej niż 100 tysięcy wyświetleń. Im wyżej spojrzymy, tym mniejsze grono tych, którzy odnieśli jakiś sukces na samym YouTube (sprzedaż płyt i frekwencja na koncertach to zupełnie inna sprawa).

    Przypomnę tylko, że dla pierwszego kwartału średnia wyświetleń dla jednego klipu to 307 292 wyświetlenia. Jeżeli uznamy to za próg oznaczający sukces lub porażkę singla, okaże się, że tylko 88 utworów (czyli 20% całości) można uznać za te wybijające się ponad przeciętność. 80% singli tonie w zalewie innych.

    Gdybyś zastanawiał się jakie były najlepsze numery poniżej miliona wyświetleń – krótki ranking poniżej. Widzisz? Pokaż mi w nim kogoś, kto jest nieznanym raperem/zespołem, nie mającym wsparcia finansowego i promocyjnego wytwórni.

    No to może te upragnione 100 tysięcy wyświetleń? Największą szansę masz na zebranie max 10 tysięcy, troszkę większą na 50k. Z Twojej perspektywy to dużo, ale ostrzegam – do największych wydawnictw w Polsce (pod kątem rozpoznawalności jak i finansów – to wcale nie to samo) bez 100 tysięcy wyświetleń na jednym filmie nie masz po co się odzywać. O kwestii kontaktu z wytwórnią napiszę jednak jeszcze później.

    Załóżmy jednak, że przebijesz te 10 tysięcy. Wejście w próg 50-75 tysięcy wyświetleń jest już dużo trudniejsze, a szczególnie trudne jest usytuowanie się w gronie utworów, które osiągnęły w ciągu 28 dni poziom 75-100 tysięcy wyświetleń.

    Myślisz, że w tym gronie znajdują się tylko mniej znani raperzy? To popatrz na to…

    Jedynym „mniej znanym” raperem jest tutaj Dedis. Tomb staje się już marką samą w sobie, Vienio to przecież legenda polskiego rapu, Kaz i Popek to ludzie ze wsparciem Step Records. Dla uzupełnienia, w gronie raperów, których single w ciągu 28 dni uzyskały mniej niż 50 000 wyświetleń znajdziesz m.in. PTP, B.R.O., Młodego M. Karwela, Gospela, Vienio, Pyskatego, Kubę Knapa, Okoliczny Element i wielu, wielu innych. Każdy z nich ma za sobą udaną karierę, co najmniej jedną legalną płytę oraz związane z życiem rapera wzloty i upadki.

    To nie tak, że to jest wypadek przy pracy – jeżeli chcesz coś osiągnąć ze swoim singlem, jeżeli chcesz by ludzie go słuchali – czeka Cię o wiele więcej pracy niż myślisz. I to właśnie na tym etapie większość wymięka – to w tym momencie czysta zajawka zderza się z rapbiznesem i intuicją do promocji własnej osoby. Też odpuścisz?

    Kontakt z wytwórnią

    Nagrałeś kilka numerów, masz swój kanał na YT i nawet po kilkanaście tysięcy wyświetleń na utworach? Świetnie, to już znak, że jest jakieś zainteresowanie tym co robisz. Jednocześnie to nadal nie jest powód, by zacząć pisać maile, wiadomości i smsy do wszystkich wytwórni na zasadzie „jak leci” albo „bo oni wydają moich ulubionych raperów”. Tak, każdy chciałby grać w Realu Madryt czy chociażby Lechu czy Legii  – ale tam też nie przyjmują z „byle czym”, a Ty z pewnością nie jesteś jedyny. Nie, nawet o nich nie myśl – SB Maffija i QueQuality to też twory, które przyjmują nielicznych.

    Pomyśl nad tym do kogo warto się odezwać – do największych możesz pójść za jakiś czas, niech na razie ktoś pomoże zrobić Ci kolejny krok. Ludzi, którym udaje się wskoczyć nagle na szczyt można policzyć na palcach dwóch rąk. A może jednej. No bo kto? Małpa, Quebo, Żabson. Solar i Białas bardzo długo i ciężko pracowali na kontrakt w Prosto, Kaz Bałagane i Sztoss są wspierani przez Step Records. Zawsze możesz iść drogą South Blunt System. Chociaż nie, lepiej tego nie rób, chyba że zamierzasz być jak Mezo.

    Kolejna sprawa dotycząca kontaktu z wytwórnią – muzyka to za mało. Jeżeli już tylko na niej bazujesz, to chociaż upewnij się, że linki do numerów są poprawne i da się czegokolwiek posłuchać. Naprawdę tylko małe raczkujące wytwórnie na podstawie samej muzyki zdecydują się wziąć kogoś pod swoje skrzydła. Dbaj o swoje media społecznościowe – o Facebooka, Instagram, może Snapchata. Jeżeli sam zbudujesz silne kanały dotarcia do swoich fanów, to ludzie z mocnej wytwórni będą w stanie je wykorzystać bardziej efektywnie od Ciebie (przynajmniej w teorii, praktyka pokazuje, że nawet w pierwszej lidze niektórzy jakimś cudem uznają Foursquare za narzędzie analityczne).

    Koncerty

    No tak… trasa koncertowa marzy się każdemu, kto znajdzie się w wytwórni. Wcześniej to raczej chęć dostania się do grona supportów.

    Kiedy już jesteś w jakiejś wytwórni – pamiętaj, że nawet największym w tej branży zdarza się grać koncert dla kilkunastu czy kilkudziesięciu osób. Koncerty są dla artystów bez wątpienia fajnym przeżyciem – zwłaszcza dla początkujących czy mnie znanych. Prawda jest jednak taka, że nie tylko z  frekwencją, ale i z ich organizacją jest duży problem – klubowi musi się to przecież opłacać. A jak ma mu się opłacać zaproszenie kogoś mało znanego?

    Dobra, weźmy na warsztat supporty. To ile ekip z okolic Twojego miasta chciałoby zagrać przed znanym raperem?

    Widzisz, jeżeli stoi za Tobą coś więcej niż ledwo znane utwory na YouTube – np. duże grono fanów, dość aktywny Facebook nawet z tysiącem czy dwoma tysiącami fanów… to już masz przewagę w oczach organizatora. O ile mu o tym powiesz, bo zwykle zapewne liczysz na znajomości lub to, że spodoba mu się muzyka. No i nie muszę chyba mówić, że silny social to większa szansa na wygraną w konkursach na polubienia komentarzy, jakie często organizuje się w celu wytypowania jakiejś ekipy, często traktowanej jako „zapchajdziura” między otwarciem klubu, a główną gwiazdą.

    Jeśli słyszysz od gwiazd „dobry support” – lepiej zapytaj czy mieli okazję słyszeć co przed chwilą powiedziałeś na zakończenie swojego występu. Po ich reakcji będziesz wiedział, czy mówią szczerze.

    Konkursy na zwrotkę/singiel

    Skoro już temat konkursów trochę poruszyłem… raz na jakiś czas mamy do czynienia z konkursem na zwrotkę lub numer, w którym do wygrania jest wspólny track z kimś znanym, singiel na kanale, klip czy coś w tym stylu. Czasem trafi się edycja bodajże najważniejszego z nich w Polsce – Stoprocent PompujRap. I on akurat bez wątpienia może coś dać zdecydowanej większości raperek i raperów, którzy biorą w nim udział. Taka charakterystyka tego wydarzenia – wszyscy sprawdzają masę zwrotek, a przy każdej edycji znajdą się „przegrani”, którzy mają szansę zrobić większą karierę lub po prostu wybiją się ponad przeciętność pozostałych zgłoszeń.

    Jednak w przypadku każdego innego powinieneś kilka razy zastanowić się, czy warto brać w nim udział. Nie myśl o nagrodzie – lecz o tym, czy „rozgłos” związany z udziałem w konkursie cokolwiek Ci da. Przykład – konkurs festiwalu The Hype, gdzie nagrodą jest singiel na kanale The Hype. Świetnie, szkoda tylko, że kanał ma 8 subskrypcji, a informacja o konkursie jest bodajże pierwszą widoczną w dużych polskich portalach hiphopowych. I nie masz żadnej gwarancji, że dzielenie sceny z Quebonafide nie oznacza po prostu supportu przed nim. Plus nie masz gwarancji, że ktokolwiek sprawdzi Twój singiel na ich kanale. W takich przypadkach po prostu lepiej bazować na swoim kanale YT, gdzie możesz zbierać ludzi chcących słuchać tego co stworzyłeś i w przyszłości jeszcze stworzysz.

    Sprostowanie – zgodnie z tym czego dowiedziałem się PO PUBLIKACJI tekstu: singiel wydany w ramach konkursu The Hype wydany będzie w wersji fizycznej i promowany za pośrednictwem patronów medialnych The Hype. Ponadto kanał ma zyskać w przyszłości więcej subskrybentów za pośrednictwem konkursu. 

    Media społecznościowe

    Nie, nie będę tu pisał o algorytmach, typach postów na Facebooku i tak dalej.

    Na Facebooku i Instagramie skup się na tym, by publikować to, co generuje zaangażowanie – czyli to, co interesuje innych na Twój temat. Co to takiego – zobaczysz po statystykach swoich postów, kwestia indywidualna. Dodawaj odpowiednie hashtagi do zdjęć na Instagramie, eksperymentuj z video na żywo na fejsie.

    Zadbaj o możliwość rozprzestrzeniania się Twoich utworów w obrębie samego YouTube – dodaj odpowiednie tagi do opisów klipów. Dodaj też same opisy, tam naprawdę da się zmieścić więcej niż jedno zdanie.

    Nie musisz być analitykiem z przeszłością agencyjną, by widzieć, co działa, a co nie. Patrz szerzej niż tylko moment kliknięcia „publikuj”. I, cholera, RÓB TO REGULARNIE, a nie raz na jakiś czas. I spróbuj skorzystać ze Snapchata. Ściągaj na niego ludzi z pozostałych swoich kanałów – to naprawdę działa, jeżeli zrobisz to z głową.

    Networking

    Inaczej – poznawanie ludzi. Zwłaszcza na koncertach masz na to okazję i czas. Nie siedź na głowie głównej gwieździe, która i tak jutro o Tobie zapomni albo będzie miała tylko negatywne wspomnienia. Nawiąż kontakty z innymi – organizatorem, właścicielem klubu, innymi supportami lub ekipą z publiki. A potem twórz featy, zyskaj sieć ludzi, którzy na Twoją prośbę udostępnią Twój nowy numer albo zaproszą na koncert.

    To dzięki kontaktom możesz wykonać pierwszy krok w stronę prawdziwej kariery. Nie skłamię mówiąc, że to właśnie znajomości na poziomie lokalnym są jednym z najważniejszych lub wręcz najważniejszym elementem początku kariery rapera. Bez nich nawet na YouTube nie osiągniesz sukcesu.

    Podsumowanie

    No i co? Myślałeś, że będzie łatwo? No nie, tak nie jest. Od początku do samego szczytu – Złotych i Platynowych Płyt, milionów wyświetleń, pełnych sal na koncercie i własnej linii odzieżowej – wiedzie daleka droga. Nie zrozum mnie źle – to, że masz bardzo małe szanse na sukces to po prostu statystyczny fakt. Takich jak Ty są setki, jeśli nie tysiące. I to od Ciebie zależy, czy nie wymiękniesz i zrobisz kolejne kroki ku „elitarnemu gronu” osób, które mogą żyć z muzyki. Ja trzymam kciuki i dzielę się wiedzą na tym blogu, a reszta zależy od Ciebie.

    Dobry tekst? To bądź tak dobry i daj mu lajka – przyda się w ramach zadośćuczynienia za siedzenie do 2 w nocy, by napisać ten wpis.

    Data dodania: 10.05.2016 Kategoria: Inne
    Tagi: , , , , , , , , , ,