Czy powinniśmy martwić się „cenzurą” YouTube’a? - maciejdziedzic.pl
  • Inne
  • Muzyka na YouTube
  • Muzyka na Instagramie
  • Muzyka na Facebooku
  • Strategia Social Media
  • Czy powinniśmy martwić się „cenzurą” YouTube’a?

    Jakiś czas temu niektórych polskich muzyków, zwłaszcza branżę hiphopową, ogarnęła mieszanka złości i niepewności. Powód? Polityka YouTube związana z treściami nieodpowiednimi. Polski rap znalazł się przypadkowo (?) na celowniku robota i algorytmu YT, w efekcie czego duża część teledysków i odsłuchów została oznaczona jako „treści nieodpowiednie”, co stawia ich prawie na równi z terrorystami i relacjami ze stref wojennych oraz egzekucji. Jakie są przyczyny takiej sytuacji, jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości i czy faktycznie jest się czym martwić?

    Ten tekst jest dostępny także w formie podcastu. Jeżeli wolisz posłuchać zamiast czytać – niżej znajduje się odsłuch.

    Co jeżeli nie chce Ci się czytać albo tylko słuchać? Poza tekstem i podcastem przygotowałem także vloga. Zapraszam do oglądania!


    Przyczyny

    Kilka miesięcy temu największe agencje reklamowe/domy mediowe oraz korporacje przeznaczające ogromne kwoty na reklamy na YouTube wstrzymały wyświetlanie reklam, pozbawiając tym samym Google ogromnego źródła dochodu. Dlaczego? Otóż reklamy często wyświetlały się wśród treści przedstawiających bardzo drastyczne sceny oraz treści, które nawet dorosłym ciężko znieść. Wiecie, terroryści, egzekucje, dręczenie zwierząt i tak dalej. Całkiem słusznie reklamodawcy postanowili się zbuntować — w końcu kto chciałby promować swój produkt w takim kontekście?

    Bunt był dość radykalny, a Google/YouTube musiał na niego bardzo szybko i zdecydowanie zareagować. Nie był w stanie przejść obojętnie wokół tej sytuacji, gdyż w grę wchodziły niebagatelne sumy. Jaka była reakcja? Na szybko napisano i wdrożono algorytm, mający na celu ograniczenie wyświetlenia reklam przy treściach oznaczonych jako nieodpowiednie.

    Zlecając reklamy na panelu reklamowym, istnieje możliwość wykluczenia właśnie treści nieodpowiednich. Gdy jakaś treść została tak klasyfikowana, reklamy praktycznie przestały się przy nich wyświetlać. W tak zwanym międzyczasie podjęto także decyzję, by umożliwić monetyzację swojej twórczości na YouTube tylko kanałom, które osiągnęły próg 10 000 wyświetleń. To kolejne działania mające zapewnić reklamodawcom, że ich produkty będą pojawiać się nie tylko wśród „dobrych” treści, lecz również popularnych, przy których uwaga użytkownika jest nieporównywalnie większa — wiadomo, zasięg przede wszystkim.

    Teoretycznie jest to sytuacja, która nie powinna dotknąć polskiego rapu — w końcu temu gatunkowi muzycznego cholernie daleko do egzekucji, Syrii, Państwa Islamskiego, dręczenia zwierząt i tak dalej. W ostatnich miesiącach okazało się jednak, że coś, coś pozornie nie powinno mieć nic wspólnego z muzyką, nagle uderzyło rykoszetem także w nią.


    Co dzieje się obecnie?

    Obecnie jako treści nieodpowiednie klasyfikowane są takie, które szerzą lub zawierają tematy kontrowersyjne i wydarzenia budzące emocje; narkotyki, niebezpieczne produkty i substancje; szkodliwe lub niebezpieczne działania; nienawiść; nieodpowiedni język; nieodpowiednie wykorzystanie postaci cieszących się popularnością wśród rodzin; prowokowanie i poniżanie; treści dwuznaczne o zabarwieniu erotycznym lub przemoc. Pełne wyjaśnienie znajdziesz TUTAJ.

    I tak okazuje się, że pod tak szeroką definicję łapie się także polski rap. Nieodpowiedni język, przemoc, nienawiść, narkotyki, niebezpieczne substancje, nierzadko także ujęcia o mocnym zabarwieniu erotycznym. To elementy, które w mniejszym lub większym stopniu obecne są w większości utworów hiphopowych.

    Skutki są dwa. Pierwszy, czyli pieniądze. Do tej pory raperzy i wytwórnie bardzo mocno stawiały na YouTube właśnie z racji zarobków. Wykonanie teledysków realizowano w większej części ze swoich środków niż środków sponsorów, zakładając, że w jakimś procencie zwrócą się z wyświetleń, a w przypadku topowych twórców — także zarobią. Okazuje się jednak, że w przypadku łamania warunków serwisu, takowe podejście do zarobków i teledysków należy uznać za nierealne.

    Wyjaśnienie: Tak, pieniądze z reklam i tak były coraz mniejsze, ale nie do końca upatrywałbym w tym niechęci serwisu do dzielenia się przychodami. Pula funduszy dostępnych dla twórców treści nie zwiększa się w tak szybkim tempie jak ilość twórców treści obecnych w programie monetyzacji. Konkurencja rośnie w dużo szybszym tempie niż zawartość „sejfu” z kasą do podziału.

    Jest jeszcze jeden efekt oznaczenia naszych treści jako nieodpowiednie. Dla muzyków o wiele bardziej dotkliwy niż dla jutuberów czy vlogerów. Mocno obcięty zasięg treści przejawiający się mniejszą liczbą wyświetleń o nawet 50%. Okazuje się, że treści uznane za nieodpowiednie nie są polecane użytkownikom w sekcjach na głównej stronie oraz przy innych filmach. Wydaje się, że jest to logiczne rozwiązanie z punktu widzenia YT — jaki biznes mogą mieć w polecaniu użytkownikom czegoś, co uznane jest za nieodpowiednie? W końcu to dla nich ryzyko odejścia zniechęconego użytkownika z trwającej sesji w serwisie = krótszy czas przebywania w serwisie, co oznacza po prostu możliwość wyświetlenia mniejszej liczy reklam jednej osobie = mniejsze zarobki.


    Czy powinniśmy się tym martwić?

    Mniejszy zasięg dla jutuberów i vlogerów oznacza „po prostu” mniej pieniędzy z reklam oraz mniejsze stawki reklamowe. Do tej listy dopisać możemy również w przypadku topowych jutuberów także mniejsze szanse na zwrot kosztów poniesionych przy produkcji filmów. W dłuższym okresie, zakładając, że dana osoba będzie publikować tylko treści nieodpowiednie — zmniejszenie grona aktywnych osób w jego społeczności. Dlaczego to muzyk w mojej opinii ma w takim razie gorzej? Jego również dotyczą wyżej opisane efekty, jednak dorzucić do nich należy także — mniejszą sprzedaż płyt, mniejszą sprzedaż ubrań, większe ryzyko braku zwrotu inwestycji włożonych w produkcję płyty i treści promocyjnych, a w dłuższej perspektywie być może także mniejsze zainteresowanie koncertami ze strony organizatorów.

    Biorąc pod uwagę powyższe — tak, powinniśmy martwić się tym, co się dzieje. Nie można jednak zapominać, że rozwiązania pozwalające uniknąć oznaczenia naszych treści jako nieodpowiednie są dość proste w wykonaniu.

    Teoretycznie najłatwiejszym wyjściem zarówno w przypadku jutuberów, vlogerów i raperów jest po prostu unikanie przekleństw, narkotyków itd. W praktyce jednak okazuje się, że polski rap w dużej mierze nie jest w stanie się dostosować, gdyż duża część warunków odnosi się do kwestii będących w DNA polskiego rapu. Uliczny rap, nadal niezwykle popularny, nawet w zbierającej coraz większe grono odbiorców lżejszej odsłonie (przechodzącej z opisu własnycb „doświadczeń” czy też „czynów” do opisów zachowań osoby trzeciej oraz obserwacji i ostrzeżeń) zawsze będzie łamał któreś z ograniczeń. Nie da się opisywać świata w „muzyce blokowisk” udając, że pewnych zjawisk czy sytuacji nie ma. Stąd nie dziwi mnie oburzenie części środowiska — z ich perspektywy YT chce mocno „złagodzić” rap.

    Prawdopodobnie niebawem YouTube zorientuje się (lub już się zorientował), że robot sprawdzający treści jest zbyt restrykcyjny. Pytanie, czy w takim wypadku w odniesieniu do rapu serwis nieco „odkręci śrubę” pozostaje jednak bez odpowiedzi.

    Innym możliwym wyjściem jest po prostu złożenie odwołania — z tego co słyszę od konkurencji oraz co wiem z własnych doświadczeń bardzo często odwołania skutkują zdjęciem ograniczeń. Ręczna weryfikacja i świadomość realiów po stronie człowieka udowadnia, że roboty póki co często się mylą.

    Dlatego też w związku z możliwością złożenia odwołania jednym z wyjść jest upload teledysków czy odsłuchów na kanał na kilka/kilkanaście dni PRZED planowaną premierą. Ponieważ robot sprawdza także treści niepubliczne, zyskujemy czas na zweryfikowanie poprawności naszej treści oraz odwołanie się od negatywnej decyzji. W takim przypadku nie tracimy zasięgów, lecz jesteśmy w stanie przygotować się i albo zrealizować nieco inną wersję treści (np. ocenzurowaną), albo podjąć działania promocyjne w innych kanałach społecznościowych, które zneutralizują słaby zasięg nowego singla i ryzyko mniejszej sprzedaży płyty. Tak, to oczywiście oznacza, że do tej pory artyści nieprzyzwyczajeni do dużo wcześniejszej realizacji treści promocyjnych, będą musieli zmienić swoje plany i realizować jak najwięcej teledysków oraz odsłuchów przed rozpoczęciem promocji płyty lub singla.


    Mimo wszystko uważam, że za jakiś czas pod kątem cenzury w przypadku raperów wszystko wróci do normy i robot tylko sporadycznie będzie interweniował. Natomiast w przypadku jutuberów i vlogerów restrykcje zostaną utrzymane.

    Chciałbym bardzo mocno podkreślić, że obecna “cenzura” YouTube tak naprawdę w żaden sposób nie zagraża branży muzycznej — zarówno jeżeli chodzi o hiphop, jak i o każdy inny gatunek muzyczny. Jeżeli jest coś, co w kwestii YT zagraża zwłaszcza polskim raperom i wytwórniom, to ich sposób na wygenerowanie przychodów, czyli uzależnienie od przychodów z serwisu YouTube. To jednak temat na zupełnie inny wpis, który będzie dostępny już niebawem.

    Data dodania: 22.10.2017 Kategoria: Inne
    Tagi: ,