Facebook przycina zasięgi - czy muzycy odejdą z Facebooka? — maciejdziedzic.pl
  • Inne
  • Muzyka na YouTube
  • Muzyka na Instagramie
  • Muzyka na Facebooku
  • Strategia Social Media
  • Facebook przycina zasięgi – czy muzycy odejdą z Facebooka?

    Branża truchleje, gdy Zuckerberg się śmieje. Tak można określić ostatni tydzień, kiedy ogłoszono zmiany bardzo drastyczne dla wielbicieli darmowej reklamy. I dyskutują wszyscy o wielkich brandach, mówiąc, ze mniejsi mają teraz problem. A co właściwie oznacza ucięcie zasięgu postów dla branży muzycznej? Co teraz stanie się z muzykami, wytwórniami, markami i sklepami odzieżowymi związanymi z muzyką?

    Nie ma co ukrywać. Branża muzyczna nigdy płacić FB nie chciała. Przyzwyczaili się, że zasięg na FB jest za darmo, a kasa z klipów na YT wpada sama z siebie. Kochana (wcale nie, ale lepiej brzmi) branżo muzyczna – ten wpis dedykuję Wam z całego swojego skamieniałego serca.

    „Za darmo umarło”

    Wszyscy lubimy mieć coś za darmo, a na Facebooku dotychczas mieliśmy prawe wszystko – zasięg postów, liczbę interakcji, fanów, whatever. To jednak nie my jesteśmy właścicielami FB, tylko Mark Zuckerberg i mówienie, że nas okrada jest tak samo naiwne jak mówienie, że „teraz tylko YouTube”. Nadal nie ma innego tak mocnego medium jak Facebook i nawet YT w muzyce, mimo dość solidnych pieniędzy płynących z reklam, nie jest w stanie doprowadzić do tak łatwej komunikacji pomiędzy muzykiem, a fanem jak Facebook.

    Ograniczenie zasięgów organicznych jest naturalnym ruchem – i należało się tego w pewnym sensie spodziewać. Zwycięzcami są Ci, którzy zgromadzili dużą i aktywną społeczność, a przegranymi firmy i wytwórnie, które dotychczas twierdziły, że na FB siedzieć nie ma sensu (bo akurat w muzyce sens jest i póki co będzie). Jednocześnie wszyscy w jakimś stopniu przegraliśmy, bo uczyniliśmy z fejsa podstawowy kanał komunikacji, wspierający YouTube. Nawet  te 700 tysięcy subskrybentów, które mają największe polskie wytwórnie na swoich kanałach YT, nigdy nie będzie tak chętne do interakcji i oglądania klipów jak fani na fejsie. Sorry, taka jest specyfika tej grupy docelowej.

    No i gdzie pójdziesz?

    Gdzie pójdą wytwórnie i sklepy? Artyści mogą się jeszcze znaleźć na Instagramie – tylko co tam zrobią? Wrzucą kilka zdjęć, w komentarzu dadzą linka… naiwnie wierząc, że na telefonie ktokolwiek go skopiuje i wrzuci w przeglądarkę. Jak wrzucą tam teledysk? Sorry, to wszystko wygląda fajnie, ale niestety takie nie jest. Nieważne ile „serduszek” klikną obserwujący Cię fani – ważne ile razy klikną w link i wyświetlą Twój teledysk albo kupią Twoją bluzę. Ważne, że będziesz z nimi rozmawiać, a nie tylko się chwalić. Niestety Instagram jak na razie służy tylko do przedstawiania obrazu autora profilu, ale ciężko zbudować na nim komunikację. Twitter z kolei ma to do siebie, że ciężko prowadzić tam szeroką dyskusję i się w niej nie pogubić, kiedy każdy tweet wygląda jak wzięty z kosmosu, bez kontekstu wcześniejszych wypowiedzi – musisz na nim dłuższą chwilę pobyć, żeby rozkminić zasady działania, wtedy wszystko zaczyna być jasne i łatwe.

    Już zaczęło się poszukiwanie innych kanałów komunikacji – i bardzo dobrze. Twitter, Instagram, Pinterest – jasne, warto mieć tam profile z mocnymi społecznościami. Warto je aktywizować. Nadal jednak to Facebook i YouTube są głównymi kanałami komunikacji dla branży muzycznej. Pierwszy to informacje i rozmowy z fanami, drugi to wrzucanie klipów i zbieranie kasy – bo tak to przecież wygląda. Krótkie porównanie na przykładzie Pezeta i Honey. Pierwszy ma na fejsie ponad 840 tysięcy fanów, jego wytwórnia na YT ma niespełna 45 tysiecy subskrybentów, a na Instagramie Pezet posiada zaledwie 13 433 followersów. Honey? Ponad 240 tysięcy fanów, 11 tysiecy subskrybentów, ponad 38 tysięcy followersów. Grupa docelowa muzyków jest NA FEJSIE – a jej przejście na inne serwisy i zaangażowanie się chociaż w podobnym stopniu co na FB będzie trwało kilka lat.

    I co teraz?

    Żaden z topowych muzyków, wytwórni i sklepów nie ucieknie z fejsa. Za to zacznie udzielać się w innych serwisach. A co z fejsem? Tak naprawdę są trzy drogi, które można obrać i jakoś sobie na nich radzić.

    Pierwsza – zostawić wszystko jak dotąd. I psioczyć na zasięg postów, z czasem zacząć się z nim zgadzać, a potem patrzeć na te wskaźniki wołające o pomstę do nieba. Pogodzić się z mniejszą liczbą wyświetleń klipów, sprzedażą na sklepach etc.

    Druga – przeznaczyć stały miesięczny budżet na Facebook Ads, ogarnąć kogoś kto naprawdę wie jak to robić i skoncentrować się na odpowiednich celach oraz optymalizacji kampanii reklamowych. Nie, nie klikaj w „Promuj stronę” albo „Promuj post”. Nie jesteś lokalnym sprzedawcą kosiarek spod Elbląga – wiesz, że stać Cię na kogoś, kto zrobi to za Ciebie i zrobi to dobrze. Poza samym fejsem sugeruję koncentrować się na innych serwisach – i zacząć w końcu komunikować się z subskrybentami na YouTube.

    Trzecia – a no właśnie, trzecia opcja to…

    Wyprowadzamy… użytkowników.

    Tak, wyprowadzamy ich. Na strony wewnętrzne. Przebudowa strony wytwórni czy nawet dedykowanego Landing Page’a artysty lub konkretnej płyty, z zintegrowanym sklepem, YouTube i zdjęciami na Instagramie oznaczonymi odpowiednim hashtagiem. Nadal aktywizujesz, wykorzystujesz już zgromadzoną społeczność jednak teraz, zamiast przekierowywać ich z FB na YT, przy okazji czasem wrzucając ich na sklep internetowy, czas wskazać im drogę na Twoją stronę. A na stronie robisz co zechcesz, to Ty jesteś jest właścicielem. Konkursy, sklep, klipy, najświeższe informacje i obustronna komunikacja. Miejsce TWOJEGO odbiorcy jest na TWOJEJ stronie, którą TY w całości kontrolujesz, które TY tworzysz i które ograniczają jedynie TWOJA kreatywność i fundusze. Social Media, tak jak niezwykle ważne SEO, są tylko drogowskazami do właściwego punktu. Przy każdym z tych drogowskazów musisz stać i z każdym przechodzącym człowiekiem rozmawiać, wyjaśniając mu co zyska jeżeli pójdzie właśnie tam gdzie Ty chcesz, a nie gdzie on chce. Zrozum jego potrzeby, pogadaj z nim i zaproś do siebie. Jak kobietę lub faceta, którego masz ochotę… ekhm.

    Każdy śpiewać może…

    Drodzy muzycy – to z YouTube macie hajs. Tzn tylko na nim widzicie od razu co i jak – bo tam nie musicie nic dogłębnie sprawdzać, jak na FB. Problem jednak leży nie w klipach i pieniądzach, a w możliwościach interakcji. Ilu z Was jest obecnych na Google+, ilu z Was codziennie prowadzi tam komunikację i posiada tak dużą i aktywną społeczność jak na fejsie? Żaden. Tam (jeszcze?) nie ma Waszej grupy docelowej. Może z czasem się to zmieni – ale bazując na samym YouTube stracicie to co zyskaliście na fejsie – minimalny dystans miedzy Wami, a fanami, którzy to oni sobie tak cenią. Nieważne, czy Wam się to podoba czy nie – odbiorcy nie pójdą za Wami, bo WY tak chcecie. Pójdą, jeśli wy ich PRZEKONACIE, że warto za Wami iść.

    Przestańcie kłamać

    Ulubiona powiedzenie każdego muzyka, szefa wytwórni muzycznej i przedstawiciela sklepu muzycznego? “Nie stać mnie”. Nie zaglądam Wam do portfeli, nie pisze kto kupił sobie trzy miesiące po premierze samochód z salonu, a kto i w jakim czasie mieszkanie. Dzisiaj raperzy koszą hajs z odzieży, lada moment zaczną to robić inni (Dawid Kwiatkowski jako prekursor nowych trendów wśród muzyków popularnych?). To przez social media i przez SEO kierujecie tam użytkowników. Jeżeli na to nie dacie kasy, to za kilka lat będziecie nagrywać płyty w domowym studiu mieszącym się w willi z basenem, z nowym Aston Martinem w garażu, ale słuchać będą ich jedynie Twój kot z psem, a u drzwi będzie stał komornik domagający się spłaty kredytu.

    Jest jeszcze kilka punktów wartych opisania… ale może to Ty podrzucisz jakiś temat do dyskusji w komentarzach? Jeśli chcesz coś napisać, zrób to pod postem poniżej. Pamiętaj jednak, że udostępniam Ci swój profil i obrażanie artystów, innych uczestników dyskusji oraz mnie oznacza srogie rozliczenie.

    Data dodania: 16.12.2013 Kategoria: Muzyka na Facebooku
    Tagi: , , ,