Jak zarobić nie wydając fizycznej płyty?
  • Inne
  • Muzyka na YouTube
  • Muzyka na Instagramie
  • Muzyka na Facebooku
  • Strategia Social Media
  • Jak zarobić, nie wydając fizycznej płyty?

    Płyty, płyty, płyty… czy muzyk może zarobić nie wydając żadnego krążka w wersji fizycznej? Zastanawiałeś się jakie źródła dochodu maja artyści i wytwórnie, jakie mogą mieć i… jakie będą miały w przyszłości? Przeczytaj tekst, który ma nie tylko odpowiedzieć na powyższe pytania, ale też otworzyć dyskusję, bo system, który funkcjonuje na rynku obecnie, w dłuższym czasie jest tak naprawdę drogą donikąd.

    Każda osoba z branży muzycznej, niezależnie od stopnia „wgłębienia” w nią i wiedzy o marketingu, obserwuje w jakimś zakresie rozwój przemysłu muzycznego – globalnego, jak i lokalnego, polskiego. Podążamy za trendami, nowymi rozwiązaniami, a mimo to jako „muzycy” zdajemy się być zagubieni w świecie digitalowym. I nie chodzi tutaj o wiedzę marketingową, lecz zupełną zmianę dotychczasowego modelu biznesowego jaką wymogła popularyzacja Internetu.

    Nowe możliwości dotarcia do odbiorców, kontaktu z nimi czy ich identyfikacji z jednej strony pozwoliły wielu osobom dostać się na szczyty sławy, zmieniły zupełnie sposób mierzenia popularności artystów (sprzedaż płyt jest dzisiaj przecież jednym z wielu mierników, nie jednym z dwóch czy trzech jak kiedyś). Z drugiej strony sprawiły, że muzyka przeprowadziła się do świata cyfrowego, w którym każdy może zostać gwiazdą. Oznacza to m.in. o wiele większy próg wejścia do „muzycznej ekstraklasy”, zdecydowanie większą przypadkowość sukcesu oraz największą konkurencję o ucho słuchacza jaką człowiek może sobie wyobrazić.

    Dziś nie jesteś jednym z kilkunastu muzyków granych w radiu, lecz jedną z ponad 6 miliardów osób, które mogą zostać muzycznymi gwiazdami.

    Zmienia się świat, brzmienie muzyki, a wraz z nimi również źródła dochodu artystów.  Przyjrzymy się wiec najpierw właśnie kanałom, które obecnie przynoszą mniejsze lub większe pieniądze polskim muzykom.

    Obecne źródła dochodu

    UWAGA! Kolejność podanych źródeł dochodu jest przypadkowa, w żadnym wypadku nie traktuj jej jako listy uporządkowanej według wielkości przychodów.

    Oczywiste jest, że sprzedaż fizycznych płyt jest jakimś źródłem dochodu – jakim konkretnie zależy od kontraktu z wytwórnią, marży i wielu innych czynników. Dla niektórych będzie jednym z głównych źródeł, dla innych tak naprawdę pobocznym.

    Możliwa jest sytuacja, w której muzyk po premierze nie zarabia na żadnej sprzedanej płycie. Spotykamy się z tym na przykład w momencie, gdy wytwórnia kupiła licencję na określoną liczbę sprzedanych płyt – wtedy aż do osiągnięcia określonego w umowie poziomu sprzedaży do artysty nie spływa ani złotówka. Całą kwotę otrzymuje on przed premierą.

    Oczywiście wśród największych polskich gwiazd spotyka się także płatne kontrakty z wytwórniami. Tzn. dostaje on wynagrodzenie nie tylko za samą licencję na płytę czy za sprzedana sztukę, lecz również za fakt „sprzedania siebie” wytwórni, która otrzymuje prawa do wizerunku, kontraktów itd.

    Jeżeli artysta jest zarejestrowany w ZAIKSie, to otrzymuje kwoty zależne od popularności jego utworów granych w radiu, telewizji, salonach fryzjerskich i tak dalej. Inaczej mówiąc – otrzymuje swego rodzaju wynagrodzenie za publiczne odtworzenie jego utworów.

    Kwestia pieniędzy z reklam na YouTube jest mocno zależna od umowy z  wytwórnią. Jeżeli jesteś sam – kasa wpada na Twoje konto. Jeżeli w labelu – to możesz dzielić się nią z wytwórnią lub wrzucać w budżet teledysków. W tym roku stawki na YT mocno spadły, co czyni reklamy przy treściach muzycznych coraz mniej wartościowymi. Biorąc pod uwagę dość spontaniczny charakter sprawdzania nowych utworów, nasz czas spędzony w serwisie po wejściu w jedną treść nie jest zbyt duży – a to jeden z najważniejszych czynników określających wysokość płatności za Twoje reklamy.

    Innym źródłem dochodów są oczywiście koncerty. Stawki zaczynają się od… zwrotów za dojazd do kilkudziesięciu tysięcy za koncert, przy największych gwiazdach polskiej muzyki spotykane są także stawki ponad stutysięczne (rzadko, ale jednak). Dla jednych to główne źródło utrzymania po wydaniu płyty, dla innych tylko nieznaczny dopływ pieniędzy.

    Rzadko, ale jednak czasem się zdarza. O czym mowa? Chodzi o udział muzyków w reklamach. Ewelina Lisowska z MediaExpert, Flirtini z Heinekenem, czy też cała plejada gwiazd w Męskim Graniu. To tylko te „największe” – bo przecież masa mniej znanych artystów współpracuje np. z markami odzieżowymi czy sportowymi (jak Trec Nutrition czy ActiveLab). I tak możesz dostać w zamian za reklamę sumę umożliwiająca kupić samochód, ale równie dobrze możesz otrzymać zestaw ubrań marki. Stawki są przeróżne, a ten rynek w porównaniu do influencerów związanych z logami czy YouTube – tak naprawdę kompletnie niewykorzystany, przez co także bardzo „dziki”.

    Czas na źródła „niemuzyczne”, które dają artystom stałe dochody, chociaż wiadomo – ich wysokość mocno zależna jest do ich popularności w danym okresie roku. Pierwszym z nich to popularne zwłaszcza w polskim rapie linie odzieżowe. Przy każdej płycie spotkać się możemy z tematycznymi koszulkami, a w ciągu roku z nowymi kolekcjami sygnowanymi pseudonimem lub logo jakiegoś rapera. Ten sposób swego czasu wykorzystali także jutuberzy, np. Abstrahuje tworząc swoją własną markę. Start własnej produkcji powinien nastąpić w momencie skoku popularności – no i trzeba mieć na nią dobry pomysł.

    Inny rozwiązaniem jest produkcja własnych gadżetów. I nie mówię tutaj tylko o zapalniczkach czy długopisach, lecz jak pokazuje m.in. gang Albanii – także o maskach gazowych, energetykach lub płynach do e-papierosów. To zakres jeszcze dość słabo spenetrowany przez branżę muzyczną, ale kwestią czasu jest rozszerzenie zakresu bonusów do preorderu lub elementów promocji płyty.

    Streaming jest passe

    Wiele mówi się o streamingu – zwłaszcza w kontekście statystyk globalnych, pokazujących stopniowe wypieranie sprzedaży płyt fizycznych (w Polsce fizyki nadal trzymają się mocno). Problem z tym modelem biznesowym polega jednak na tym, że streaming w obecnej formie zupełnie nie zdaje egzaminu. Ba, niezadowolone są z niego nawet największe światowe gwiazdy, choć akurat one są na uprzywilejowanej pozycji.

    Obecny preferowany model (patrz Spotify), w którym miesięczny abonament jednego użytkownika dzielony jest pomiędzy dziesiątki, a nawet setki muzyków oraz wytwórni faworyzuje tych największych, jednocześnie mocno marginalizując każdego, kto nie łapie się do grona autorów najczęściej odtwarzanych piosenek. Poniekąd jako streaming zaliczany jest również YouTube, chociaż tutaj mamy do czynienia z nieco innym modelem – kanały otrzymują wynagrodzenie za reklamy odtwarzane przy treściach, które publikują. I ten model sprawdzał się od dłuższego czasu, dopóki stawki w Polsce nie spadły już na totalne dno. Narzekają nawet jutuberzy, a pozytywnego dla twórców treści rozwiązania na horyzoncie nie widać.

    Streaming jest modelem biznesowym optymalnym na dzień dzisiejszy – lecz już teraz można określić go nie tylko jako nieodpowiedni, lecz również przestarzały. Dlaczego? W świecie, który codziennie odkrywa nowe technologiczne możliwości, my bazujemy na modelu, który wszystkim firmom zajmującym się płatnymi muzycznymi subskrypcjami przynosi straty. Cała globalna branża rusza się w jego kierunku, lecz kiedy już się tam przeniesie – stwierdzi, że przespała inne możliwości, wynikające chociażby z wirtualnej rzeczywistości. Oczywiście na razie nie mamy też innego globalnego wyjścia niż próba wyszarpania jak największych przychodów z muzyki w Internecie w sposób praktykowany obecnie – nie znaczy to jednak, że powinniśmy ślepo iść za ciosem i nie szukać nowych, optymalnych dla siebie rozwiązań, dywersyfikując kanały przychodów.

    Na czym zarobić nie wydając płyty?

    Przejdźmy jednak do pytania postawionego w tytule. Odpowiedź pozornie nie jest trudna – w polskim rapie mamy akurat coraz więcej przykładów osób, które dopiero zamierzają wydać swój debiutancki legalny album, lecz czerpią coraz większe profity ze swojej internetowej popularności. Stale wzmacniają swoją obecność i „fejm” w mediach społecznościowych, młode wytwórnie razem z nimi produkują nowe kolekcje odzieżowe, czasem zagrają koncerty i… jakoś się kręci.

    Różnica pomiędzy „młodymi gniewnymi”, a „starą gwardią” to przede wszystkim zupełnie inne myślenie. „Starzy” przyzwyczajeni są do aktywność na zasadzie „od płyty do płyty”, natomiast „młodzi” aktywni są w bardzo różny sposób praktycznie cały czas. Dla obu grup muzyka to główny rdzeń działań, jednak starsi gracze widzą ją jako jedyną sensowną aktywność, gdy dla młodszego pokolenia wydanie płyty jest celem – lecz jednym z  wielu i w dodatku prowadzi do niego o wiele więcej dróg niż tylko studio, teledyski i preorder.

    Ten model obecności zarabiania z muzyki w  Internecie ma jednak swoje słabości – jak każdy, gdyż nie ma modelu idealnego. Klucz do sukcesu tkwi w tym, by znaleźć model idealny dla siebie w obecnym momencie kariery i stale go modyfikować w zależności od zmieniającego się środowiska.

    I tak optymalnym startem mogłoby być przeanalizowanie swojego wizerunku, uporządkowanie słabych i mocnych stron, a następnie założenie długodystansowych celów, podzielonych na kamienie milowe. Następnie wyznaczenie jakiegoś planu określonych aktywności modyfikowanego w zależności od postępów oraz możliwości jakie w danym momencie posiadamy. Gdzieś pomiędzy nimi jest wydanie płyty, ale już nie jako główny cel – lecz co najwyżej jeden z głównych punktów drogi do celu. Zakłada to „sterowanie” swoimi działaniami w długim okresie tak, by być maksymalnie efektywnym, a jednocześnie stale autentycznym i dobrym w tym co się robi.

    Uchylając rąbka tajemnicy, sam taki projekt powoli wdrażam w życie w przypadku polskiego rapu. I nikt z osób biorących udział w projekcie nie ma gwarancji, że to wypali. Bo efekty będą widoczne za rok, może dwa lub trzy lata, w zależności od celów. Ryzykujemy. Bo stojąc w miejscu nigdy nie będziemy lepsi od siebie. Wszystko jest kwestią umiejętnego planowania i automotywacji do działania. //autoreklama// BTW, jeżeli akurat jesteś raperem z dorobkiem i chciałbyś zrobić coś nowego na rynku mając przy tym swobodę artystyczną, napisz do mnie na maciek@smokestory.pl //koniec autoreklamy//.

    Jaka jest więc prawidłowa odpowiedź na tytuł wpisu? Przede wszystkim zarobić możesz zmieniając swoje myślenie. Nie działaj „od płyty do płyty” lecz „cały czas”. Przenieś ciężar swoich działań z muzyki zamkniętej w jednym albumie, na muzykę budującą Twój wizerunek. To na początek, bo pozwoli Ci powoli doganiać osoby obecne na topie. Czerpać korzyści z koncertów, odzieży i tak dalej. Lecz nadal nie będzie czymś, co wyniesie Cię przed szereg. Brzmi to prosto, ale w polskiej muzyce można takie osoby policzyć na palcach jednej ręki. Reszta wciąż skupia się na fizycznym albumie. Kwestią czasu jest jednak deklaracja któregoś z globalnych muzyków o tym, że będzie nadal nagrywał, lecz nigdy nie wyda płyty rozumianej jako zbiór utworów wydanych na fizycznym nośniku.

    Zapewne myślisz, że zrobiłem Cię „w konia” nie odpowiadając konkretnie na pytanie. Powiem szczerze – nigdy nie zamierzałem Ci tego powiedzieć. Moim celem nie jest podawanie Ci czegokolwiek „na tacy”, lecz zmuszenie do myślenia. Pewnie zawahasz się nad zostawieniem „lajka” pod wpisem – i dobrze. Bo myślenie nad tym czy ten wpis jest wystarczająco dobry, by go zarekomendować, jest także początkiem zastanawiania się co zrobić, by być popularniejszym artystą.

    Data dodania: 30.05.2016 Kategoria: Strategia Social Media
    Tagi: , , ,